Mało kto wie, że najwyższym szczytem Pienin nie są Trzy Korony (982 m n.p.m.), ale Wysokie Skałki nazywane Wysoką w Małych Pieninach. Wapienne urwiska wznoszą się stromo ponad wapiennymi Wąwozami Homole i Białej Wody oraz ponad płynącym w dole Grajcarkiem. Właśnie w tej scenerii nagrywany był znany serial o szlachetnym rozbójniku – Janosiku. Najkrótszy szlak na Wysoką prowadzi z Jaworek przez ścisły rezerwat przyrody zlokalizowany w Wąwozie Homole. Jaworki, oddalone o 10 km od Szczawnicy, są spokojną wioską, w której głównym zabytkiem jest łemkowska cerkiew. Historycy są zgodni, że w Jaworkach kończył się zasięg przedwojennej Łemkowszczyzny, którą zamieszkiwali wołoscy pasterze – ludność pochodząca z Karpat Wschodnich.

Wysoka była naszą pierwszą prawdziwą górą. Złożyło się na to kilka przyczyn. Po pierwsze szczyt wznosi się na wysokość przekraczającą 1000 m n.p.m., jest stromy, a końcówka szlaku wymaga „wspinaczki” w wapiennych skałach, nawet jeśli wybierze się, tak jak my, najkrótszy szlak z Jaworek. Po drugie nasza eskapada miała miejsce w październiku, kiedy dni są krótkie i chłodne. Trudno „wstrzelić się” w najlepszą porę dnia dogodną dla małego dziecka. Po trzecie, zdecydowaliśmy się na nocleg w schronisku PTTK „Orlica” w Szczawnicy. Jest to schronisko zabytkowe, o bogatej przeszłości, ale zupełnie nieprzystosowane dla turystów z dziećmi i obecnie niestety bardzo zaniedbane.

Było to nasze pierwsze wyjście z Maluchem w góry w nosidełkach tylnych. W związku z tym pojawiło się wiele niewiadomych: jak Adaś będzie czuł się w takich nosidełkach, czy będzie mu wygodnie itd. Adaś, wędrując do tej pory w nosidełkach przednich, widział przed sobą całą drogę i był po prostu przyzwyczajony do takiego sposobu poruszania się. Teraz, zapakowany na plecy Taty, czuł się trochę nieswojo i odmówił dalszej drogi. Dlatego jeszcze w Wąwozie Homole musieliśmy przenieść go do nosidełek przednich. Jakie szczęście, że przezornie wzięliśmy je ze sobą! Ubrany w ciepłe rzeczy, Adaś już ledwo mieścił się w te nosidełka, jednak pokrzykiwał radośnie.

W dniu naszej wyprawy pogoda była niestabilna. Po wyjściu z Wąwozu postanowiliśmy ubrać Malucha nieco cieplej. I tutaj pojawiły się kolejne kłopoty. Adaś ogromnym krzykiem oznajmił nam, że wcale mu się nie podoba nowiutki, zimowy kombinezon i za żadne skarby nie zamierza w nim dalej iść. Z wielkim trudem udało nam się wcisnąć ubranko jedynie na nogi (z pomocą przyszły biegające psy pasterskie i stada owiec pasące się na hali) i przetłumaczyć Adasiowi, że będzie mu zdecydowanie wygodniej w nosidełkach tylnych. I wtedy pojawiła się kolejna stresowa sytuacja – Adaś, kołysany marszem, niespodziewanie zasnął. Sporo się nasłuchaliśmy opowieści o dzieciach, które przemarznięte na górskich wycieczkach zasypiają i nigdy się nie budzą. Paweł uspokajał mnie, że nic złego się nie dzieje, Adasiowi jest cieplutko i spokojnie się wyśpi. Tak więc ze śpiącym Adasiem zdobyliśmy szczyt Wysokiej, z którego roztaczają się imponujące widoki na Tatry, Pasmo Radziejowej, Magurę Spiską i Pieniny.

W drodze powrotnej, kilkanaście metrów pod szczytem, Adaś obudził się i po wypiciu butli kaszki, siedząc na granicznym słupku polsko-słowackim, obdarzył nas radosnym uśmiechem. Potem zadowolony podskakiwał w nosidełkach, domagając się patyków i kamyków do rzucania, chociaż pod koniec wycieczki był już bardzo zmęczony. Ogromnie zaciekawiło go stado przepędzanych przez hale owiec, które mógł dosłownie dotknąć. Zdobycie Wysokiej, natchnęło Pawła do podjęcia próby wspinaczki na Trzy Korony. Następnego dnia zwiedziliśmy słowacki Czerwony Klasztor, a potem doszliśmy ze Sromowców do schroniska pod Trzema Koronami. Pogoda była lepsza niż w trakcie zdobywania Wysokiej, ale Adaś nie miał zupełnie nastroju na górskie wędrówki. Weszliśmy jedynie w Wąwóz Sobczański, jednak Adasia nie zainteresowało stado owiec, psy pasterskie, a nawet płynący wzdłuż drogi potok. Trudno. Czasami trzeba zawrócić nawet tuż przed wierzchołkiem. Najważniejsze jest dobre samopoczucie Malucha.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 
 

Mikrowstępniak, czyli co słychać w Klubie


 

Mikro-wstępniak (NR 2/2014) Walne za nami. Zwróćcie uwagę na duże zmiany w Zarządzie - będą nas, mam nadzieję skuteczniej, wspierać Michał Drożdż i Maciek Strzemski. Dziękuje także wszystkim, którzy wpłacili składki, dzięki którym moglismy spokojnie wesprzeć rejestrację w PZA Klubu Wysokogórskiego Lublin. Dzięki temu będziemy mogli znacznie rozszerzyć nasze możliwości turystyczne w Tatrach i umożliwić podnoszenie kwalifikacji członków w uprawianiu ambitniejszych form turystyki górskiej.  Wkrótce rusza nowy projekt rowerowy "Płynie Wisła, płynie...", zaawansowany jest też stan przygotowania wyprawy bałkańskiej w koronie gór Europy. Możliwości turystyczne MKT dzięki KWL będą sięgać w tym roku szczytów Alp i Dolin Himalajów - byle tylko znaleźli się chętni. Z turystycznym pozdrowieniem...    
 

webmajster