Pogoda minionego lata była dość łaskawa dla wspinaczy. Prawie każdą wolną chwilę spędzaliśmy na Jurze i planowaniu wyprawy na zakończenie sezonu. Miał to być nasz pierwszy zagraniczny wyjazd wspinaczkowy więc wybór nie był łatwy. Po długich godzinach debat zapadła decyzja- włoskie Ferentillo. 8 października wyruszyliśmy autobusem z Lublina do Rzymu. Po krótkim odpoczynku pojechaliśmy pociągiem do Terni a następnie autobusem już do celu naszej wyprawy. 

Na miejscu przywitały nas bardzo malowniczewidoki- zabytkowe włoskie miejscowości położone wśród skał i sadów oliwnych oraz niemiłosierny upał. Znalezienie pola namiotowego okazało się nie lada wyczynem, gdyż tubylcy posługują się wyłącznie językiem włoskim a dokładniejsze mapy rejonu nie są dostępne. Po dwóch godzinach zwiedzania wioski udało nam się rozbić namiot i udać na zasłużony odpoczynek. Niestety pierwszy dzień pobytu przywitał nas zmianą pogody i ulewą, po której ochoczo wyruszyliśmy w skały.

W rejonie znajduje się ponad 300 dróg wspinaczkowych- od krótkich 20-metrowych do długich 4-wyciągowych. Drogi mają bardzo zróżnicowany charakter więc każdy znajdzie tam coś dla siebie- techniczne płyty, „piaskowcowe” bezchwycia, przewieszone klamki, kaloryfery... Główne sektory- L’Isola, Le Mummie, Il Balcone oraz Lu Strittu dzieli od pola namiotowego zaledwie kilkuminutowy spacer. Część z tych skał jest podświetlana co umożliwia wspinaczkę nawet nocą. Będąc w Ferentillo trzeba także odwiedzić sektor Gabbio. Jest to „grota” oddalona od miejscowości o ok. 4 km, do której wiedzie stroma, kręta droga przez sady oliwne. Skały osiągają tu ok. 50 metrów wysokości. Robią ogromne wrażenie, jednak jeśli ktoś nie robi trudności 7b-7c nie ma po co dźwigać tam ze sobą szpeju.

W czasie dwutygodniowego pobytu padło ok. 90 prowadzeń, w tym 2 drogi wielowyciągowe. Ponieważ w Ferentillo wspinaczka na prostych drogach daje bardzo dużą przyjemność (czego rzadko można doświadczyć w polskich skałach) skupiliśmy się głównie na prowadzeniu łatwiejszych linii w stylu OS. Trudności poprowadzonych dróg wachały się od 4c do 6c. Wyceny te może nie robią wrażenia, ale w Ferentillo trudność dróg jest zdecydowanie większa niż wskazuje na to cyfra.

 
 
 
 

Jednak Ferentillo to nie tylko wspinaczka. W naszym wyjeździe nie zabrakło też pieszych wędrówek po okolicznych górkach. Jako główny cel wyznaczyliśmy sobie najwyższy szczyt okolicy- Monte Aspra (1652m). Ponieważ nie udało nam się zdobyć mapy rejonu wyruszyliśmy drogą w kierunku Casellonalto w nadziei, że przybliży nas ona do szczytu. Niestety po kilkunastu kilometrach wędrówki byliśmy wciąż bardzo daleko od celu i postanowiliśmy zawrócić. Trudy jednak opłaciły się- zauważyliśmy inną możliwość osiągnięcia szczytu i mogliśmy podziwiać piękne widoki na okoliczne góry. W drodze powrotnej zaczął padać deszcz. Na szczęście miły miejscowy rolnik zwiózł nas samochodem do Ferentillo, co uratowało nas przed wielką ulewą i wichurą, która poczyniła spore szkody w całym rejonie. Trzy dni później o świcie wyruszyliśmy znowu w kierunku M. Aspra. Tym razem obraliśmy drogę przez Colle Olivo. Pogoda nie była sprzyjająca wędrówce- towarzyszył nam mróz i silny wiatr. Nie odstraszały nas także dziwne miny miejscowych i jakieś tajemnicze tabliczki z napisem „attenzione!”. Po przekroczeniu granicy lasu przywitały nas niesamowite widoki bezkresnych łąk i okolicznych wzniesień, przypominających nasze Bieszczady. Troszkę zdziwił nas fakt, że w tak uroczej okolicy byliśmy zupełnie sami. Sytuacja ta jednak nie trwała długo. Gdy tylko wyszło słońce i zrobiło się trochę cieplej z lasów zaczęły wychodzić krowy, byki, owce... Dotarliśmy do najwyżej położonego punktu widokowego tuż pod szczytem. Sam wierzchołek góry był zalesiony a dostępu do niego broniło stado koni, które ochoczo zaczęło podążać w naszym kierunku. Woleliśmy nie sprawdzać z bliska jakie mają zamiary i rozpoczęliśmy bardzo szybki odwrót. Po kilku godzinach przedzierania się po lasach i uciekania przed niezbyt zadowolonymi z naszej obecności bykami wróciliśmy do cywilizacji. Okazało się, że te piękne łąki to pastwiska, a cały rejon jest tradycyjnym terenem regionalnego wypasu zwierząt, o czym uprzejmie donosiły tajemnicze napisy na tabliczkach ostrzegawczych. Niesamowite widoki zrekompensowały nam trudy wyprawy, jednak nie polecamy nikomu podążania naszym śladem.

 
 
 
 

Niestety dwa tygodnie minęły bardzo szybko i musieliśmy wyruszyć w drogę powrotną. Ok. godziny 14 dotarliśmy do Rzymskiego dworca Termini. Ponieważ nasz autobus odjeżdżał dopiero o 6 rano, czekała nas przymusowa noc w stolicy. Postanowiliśmy wykorzystać ten czas na zwiedzanie. Naszym pierwszym celem było Koloseum, a następnie Forum Romanum które podziwialiśmy ze Wzgórza Kapitolińskiego. Przed zmrokiem udało nam się jeszcze wejść, chociaż na chwilę, do Panteonu i dotrzeć do Schodów Hiszpańskich. Tam odpoczywaliśmy dłuższą chwilę gdyż nasze plecaki wypakowane szpejem z każdym metrem wydawały się coraz cięższe. Po zachodzie słońca udaliśmy się pod Fontannę di Trevi. Podświetlona robi w nocy niesamowite wrażenie i skupia wokół siebie setki turystów i mieszkańców Rzymu. Plac na którym się znajduje nie jest zbyt dużych rozmiarów, dlatego dłuższą chwilę zajęło nam dotarcie do samej fontanny. Nie zapomnieliśmy o zostawieniu w niej monety w nadziei, że jeszcze tam wrócimy. Na koniec zwiedzania wróciliśmy na chwilę pod Koloseum, które podświetlone w nocy wygląda jeszcze bardziej monumentalnie niż za dnia. Dalsza część pobytu w Rzymie nie była już tak przyjemna. Tak jak wielu turystów z różnych krajów świata musieliśmy ją spędzić na dworcu Triburtina, zawiązując z niechęcią nowe znajomości z „mieszkańcami” dworca. Godziny bardzo się dłużyły ale udało nam się szczęśliwie doczekać do świtu i upragnionego autobusu. Po ponad 50 godzinach od wyjazdu z Ferentillo dotarliśmy do Lublina.

 
 
 
 

Cały wyjazd możemy uznać za bardzo udany. Mamy nadzieję, że uda nam się wrócić tam za rok. Pozostał jeszcze wiele bardziej wymagających dróg do poprowadzenia i dużo górek do zdobycia.

Informacje ogólne o Ferentillo

Ferentillo – Mała miejscowość położona w górach 120 km na północ od Rzymu. Przez większość czasu panuje tu błogi spokój i niesamowity klimat włoskiej wsi. Pod skałami oprócz weekendów nie ma tłoku. W weekendy lepiej jest wybrać się w bardziej oddalone sektory.

Dojazd – z Polski do Rzymu autobusem. Autobusy zatrzymują się na dworcu Triburtina z którego pociągiem jedziemy do miasta Terni. Z Terni jeszcze 20 min autobusem podmiejskim. Z Rzymu podróż zajęła nam ok. 2h. Wybierając ten środek transportu trzeba się liczyć z noclegiem na dworcu w Rzymie w drodze powrotnej.

Przewodnik – do kupienia w miejscowości Precetto na rynku tuż pod skałami. Cena 20

Noclegi – najlepiej pod namiotem. Pole namiotowe znajduje się przy głównej drodze ok. 15min pieszo od skał (via del Piano 5 Agriturismo „LE DUE QUERCE”). Cena 6€ od osoby plus 1,5€ za namiot. Warunki całkiem przyzwoite. Ciepła woda przez całą dobę. Niestety trochę głośno od ulicy.

Kiedy jechać? – naszym zdaniem najlepszy czas to jesień (wrzesień – październik) lub wiosna. Latem zdecydowanie za gorąco - większość sektorów przez cały dzień nasłoneczniona. Zimą ze względu na położenie w głębokiej dolinie zdecydowanie za zimno (w październiku zdarzały się noce z przymrozkami).

Wspinanie – bardzo zróżnicowane, głównie przewieszenia i płyty. Skała to piękny różnokolorowy wapień, z bogatą rzeźbą i szatą naciekową. Tarcie na ogół bardzo dobre, ale niektóre popularniejsze drogi są nieco wyślizgane. Chwyty to głównie klamki, kaloryfery, krawądki i nieliczne dziurki. Drogi w większości do 30m, ale są również wielowyciągowe, do ok. 110m. Wspinanie raczej ciągowe o zmiennym charakterze. Wszystkie drogi świetnie obite z oddzielnymi dla każdej drogi zjazdówkami ( bez konieczności przewiązywania się-otwarte karabinki). Polecamy zabranie co najmniej 60m liny i 15 ekspresów. Wyceny raczej mocne ale bez przegięć. Dużo dróg łatwych i bardzo trudnych, niewiele w środkowej części skali, ale bez wątpienia każdy znajdzie tu coś miłego dla siebie i będzie miał co robić przez kilka sezonów.

Koszt – dojazd w obie strony to ok. 700zł. Ceny na miejscu niewiele wyższe niż w Polsce. Nas cały ponad 2-tyg wyjazd kosztował ok. 1300zł/os.

W wolnym czasie – wypady na okoliczne szczyty – podczas całodziennej wycieczki możemy nie spotkać żywej duszy, muzeum mumii w Precetto. Jeśli mamy do dyspozycji auto warto wybrać się do Grotti i do pobliskiego Parku Narodowego Monti Sibilini (góry do ok. 2500m o podobnym charakterze do naszych Tatr).

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

 

Mikrowstępniak, czyli co słychać w Klubie


 

Mikro-wstępniak (NR 2/2014) Walne za nami. Zwróćcie uwagę na duże zmiany w Zarządzie - będą nas, mam nadzieję skuteczniej, wspierać Michał Drożdż i Maciek Strzemski. Dziękuje także wszystkim, którzy wpłacili składki, dzięki którym moglismy spokojnie wesprzeć rejestrację w PZA Klubu Wysokogórskiego Lublin. Dzięki temu będziemy mogli znacznie rozszerzyć nasze możliwości turystyczne w Tatrach i umożliwić podnoszenie kwalifikacji członków w uprawianiu ambitniejszych form turystyki górskiej.  Wkrótce rusza nowy projekt rowerowy "Płynie Wisła, płynie...", zaawansowany jest też stan przygotowania wyprawy bałkańskiej w koronie gór Europy. Możliwości turystyczne MKT dzięki KWL będą sięgać w tym roku szczytów Alp i Dolin Himalajów - byle tylko znaleźli się chętni. Z turystycznym pozdrowieniem...    
 

webmajster