Drogę na Eiger nasza ekipa w składzie Jakub Szczepanik, Marta Rembek, Kajetan Miskur i Michał Drożdż rozpoczęła w szwajcarskiej miejscowości Grindenwald. W sierpniu 2012 roku wybraliśmy wariant wejścia granią Mittelgi Integrale. Wydał się on nam znacznie ciekawszy niż jego skrócona (choć najczęściej wybierana przez wspinaczy) wersja drogą od schroniska Mittelgi na szczyt (ten odcinek stanowi około 1/3 Mittelgi Integrale).

Nie bez znaczenia były też koszty: przejazd kolejką z Grindenwaldu do Jungfraujoch (skąd już prostą drogą przez lodowiec podchodzi się do schroniska Mittelgi) to wydatek rzędu 150 euro od osoby. Ze względu na wspinaczkowy charakter naszej drogi staraliśmy się maksymalnie ograniczyć ekwipunek (min. zdecydowaliśmy się nie brać namiotów zakładając noclegi „pod chmurką”).

Samochód zostawiliśmy na płatnym parkingu (chyba 4 ChF za dobę) znajdującym się naprzeciwko stacji kolejki w Grindelwaldzie, tylko po przeciwnej stronie rzeki. Z parkingu ruszyliśmy szlakiem turystycznym w kierunku stacji kolejki Alpiglen (1615 m n.p.m.). Po osiągnięciu tego celu w nieco ponad dwie godziny zgodnie z oznaczeniami skręciliśmy w kierunku Bonera (wg drogowskazu 45 min.) i tą drogą doszliśmy do końca szlaku, który zamienił się teraz w 200- metrowy odcinek via ferraty, prowadzącej do pierwszego schroniska na naszej drodze – Osteg Hut. Ponieważ zaczęło się już ściemniać, zdecydowaliśmy się na nocleg. Via ferratę pokonaliśmy rankiem następnego dnia i dość szybko znaleźliśmy się pod Ostegg Hut. Jest to schronisko dość specyficzne. Nie ma tam żadnej obsługi, jest zamknięte a drzwi do niego można otworzyć tylko specjalnym kodem. Kod można uzyskać dzwoniąc pod numer telefonu, który jest umieszczony w pobliskiej toalecie. Schronisko jest w pełni wyposażone, oprócz standardowego spania i kuchni można tam znaleźć nawet wódkę i piwo. Za wszystko płaci się według cennika wrzucając pieniądze do znajdującej się wewnątrz skarbonki (i ludzie płacą – to się nazywa szwajcarska uczciwość!).

Od Ostegg Hut rozpoczęła się właściwa droga. Początkowo szliśmy wąską ścieżką omijającą trudności skalne. Wkrótce jednak trzeba było wbić się w ścianę i prowadzić pierwsze wyciągi wspinaczkowe. Trudności techniczne nie były może zbyt duże, bo - oprócz dwóch piątkowych, obitych na sportowo wyciągów (pokonaliśmy je drugiego dnia wspinaczki) – wahały się pomiędzy wspinaczkową III-ką i IV-ką. Natomiast prawdziwym problemem była orientacja w terenie. Droga nie była ewidentna, szliśmy raz po lewej, raz po prawej stronie, a nierzadko też samym ostrzem grani. Wielokrotnie okazywało się, że wybrany przez nas wariant nie był właściwy, trzeba było się cofać i próbować innego rozwiązania. Sama grań była bardzo wąska i mocno eksponowana. Dodatkową trudność stanowiła wyjątkowa kruchość skały. Wielokrotnie zdarzało się, że z pozoru dobry chwyt albo stopień obrywał się w chwili stanięcia na nim albo złapania go. Nie zawsze też można było założyć odpowiednią asekurację. Wszystko to sprawiło, że odcinek z Ostegg Hut do Mittelgi Hut, który wg opisów pokonuje się w czasie 7-8 godzin, nam zajął dwa dni. Tempo 7-8 godzin mogą chyba tylko osiągnąć przewodnicy, którzy znają całą drogę na pamięć, a ponadto nie zawracają sobie głowy takimi „drobiazgami” jak asekuracja. Minęło nas kilka takich zespołów: pędzący przewodnik trzymający klienta na krótkiej linie, który nie zakłada żadnych przelotów...

Wolne tempo wspinaczki spowodowało, że czekał nas jeden niezaplanowany nocleg na grani. Na szczęście znaleźliśmy miejsce w miarę nadające się do spania dla czterech osób. Była to niewielka przechodząca pod granią jaskinka. Ze względu na to, że podłoga naszej „sypialni” była dość mocno pochylona, a tuż pod otworem jaskini zaczynała się kilkusetmetrowa przepaść, na wszelki wypadek przywiązaliśmy się do skały na czas snu. Następnego dnia już szczęśliwie dotarliśmy do Mittelgi Hut i tam też wypadł nasz następny nocleg. Ponieważ miejsc jest tam mało i trzeba je zarezerwować z co najmniej półrocznym wyprzedzeniem dlatego zdecydowaliśmy się przenocować w położonej około 200 metrów przed schroniskiem kolibie. W zasadzie nie była to koliba tylko ułożony z kamieni skalny murek, który jako tako chronił przed wiatrem. Na szczęście noc była w miarę ciepła.

Następnego dnia rozpoczęliśmy atak szczytowy. Droga z Mittelgi Hut na szczyt Eigeru była już na szczęście dość łatwa orientacyjnie. Jej najtrudniejsze momenty są zabezpieczone linami, w wielu miejscach znajdują się też zamontowane na stałe ringi i stanowiska asekuracyjne. Przed najtrudniejszymi fragmentami trasy czasami tworzyły się „ludzkie zatory” i trzeba było swoje odczekać w kolejce (nie były one jednak aż tak duże jak np. na Matterhornie). Pogoda cały czas nam sprzyjała i było w miarę ciepło; nie trzeba było nawet wkładać rękawiczek do wspinaczki. Droga cały czas miała charakter skalny, dopiero ostatnie dwieście metrów przed szczytem pojawił się śnieg i trzeba było założyć raki. Około godziny 14-tej znaleźliśmy się na wierzchołku. Po wejściu na szczyt cała adrenalina z nas wyparowała, a wraz z nią siły. A trzeba było jeszcze zejść. Naszą drogą zejściową miała być Zachodnia Grań. Wiodła ona głównie niezbyt przyjemnymi piarżyskami. Kilkakrotnie korzystaliśmy z zamontowanych na drodze stanowisk zjazdowych, w kilku miejscach znaleźliśmy fragmenty starej poręczówki, ale one akurat nie były zbyt przydatne w zejściu. Pomimo że, w wielu miejscach droga była oznaczona kamiennymi kopczykami kilkakrotnie mieliśmy problem z odnalezieniem jej właściwego przebiegu. Ostatecznie późnym wieczorem dotarliśmy do szlaku turystycznego i idąc dalej wzdłuż jego żółtych znaczków już w nocy osiągnęliśmy stację kolejki Eigergletscher. Niedaleko tego miejsca zorganizowaliśmy sobie nocleg na łące, a następnego dnia idąc przez Alpiglen wróciliśmy do Grindenwaldu.

Wchodząc na Eiger mieliśmy sporo szczęścia, bo trafiliśmy na cztery dni ładnej pogody, co jest swoistym ewenementem na tej słynącej ze zmiennych warunków górze. Oprócz trudności technicznych Mittelgi Integrale charakteryzuje się dużą ekspozycją, kruchością skały, a przebieg drogi sprawia wiele problemów orientacyjnych. Dodatkowo występują problemy z wodą. Po pobraniu wody w Osteg Hut następną okazję do uzupełnienia zapasów mieliśmy dopiero na drugi dzień wspinaczki w miejscu, gdzie niewielki strumień wypływał z lodowca. Biorąc pod uwagę te wszystkie trudności wejście na Eiger drogą Mittelgi Integrale jest dużym wyzwaniem, ale przynosi ogromną satysfakcję.

Michał Drożdż.


Zdjęcia z wyprawy autorstwa uczestników

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Mikrowstępniak, czyli co słychać w Klubie


 

Mikro-wstępniak (NR 2/2014) Walne za nami. Zwróćcie uwagę na duże zmiany w Zarządzie - będą nas, mam nadzieję skuteczniej, wspierać Michał Drożdż i Maciek Strzemski. Dziękuje także wszystkim, którzy wpłacili składki, dzięki którym moglismy spokojnie wesprzeć rejestrację w PZA Klubu Wysokogórskiego Lublin. Dzięki temu będziemy mogli znacznie rozszerzyć nasze możliwości turystyczne w Tatrach i umożliwić podnoszenie kwalifikacji członków w uprawianiu ambitniejszych form turystyki górskiej.  Wkrótce rusza nowy projekt rowerowy "Płynie Wisła, płynie...", zaawansowany jest też stan przygotowania wyprawy bałkańskiej w koronie gór Europy. Możliwości turystyczne MKT dzięki KWL będą sięgać w tym roku szczytów Alp i Dolin Himalajów - byle tylko znaleźli się chętni. Z turystycznym pozdrowieniem...    
 

webmajster